Kobiecy biznes w branży budowlanej – „W szpilkach na budowie”
Czas wolny, Kobieta

Kobiecy biznes w branży budowlanej – „W szpilkach na budowie”

Dzisiaj zapraszam Was na rozmowę, która obowiązkowo musiała się tu pojawić. Skoro prowadzę blog dedykowany kobietom z branży budowlanej, to nie mogło zabraknąć tu Karoliny Malickiej, działającej aktywnie w sieci jako „W szpilkach na budowie”. Karolina to pierwsza kobieta inżynier budownictwa, o której dowiedziałam się z Internetu, kobieta która stworzyła specjalistyczną markę osobistą w branży budowlanej w kobiecym stylu. A jak się przejawia ten kobiecy styl w biznesie, prowadzonym przez Karolinę?

Przede wszystkim „szpilki” w nazwie firmy – szpilki uznawane za atrybut kobiecości, które notabene Karolina bardzo lubi nosić, ale oczywiście poza pracą, bo na budowie Karolina dba, by mieć na nogach zawsze bezpieczne obuwie robocze. Kolejny kobiecy aspekt w wizerunku jej firmy? To szpilka w logo firmy, która zamiast obcasa ma żuraw budowlany. I trzeci kobiecy aspekt, na który Karolina zwraca uwagę, to jej czerwone paznokcie, bardzo kobiece, spójne z jej barwami firmowymi. Kobiece cechy wizerunku marki w połączeniu z temperamentem Karoliny, bo musicie wiedzieć, że Karolina to kobieta petarda, wyróżniły jej markę osobistą wśród innych i przyczyniły się do jej sukcesu zawodowego. I o tym dzisiaj będziemy rozmawiać. O tym jak Karolina budowała swoją markę w kobiecym stylu, w branży która podobno jest domeną mężczyzn.

Rozmawiam z…

Odbiór mieszkania od dewelopera Karolina Malicka

Karolina Malicka

inspektor budowlany, stworzyła markę „W szpilkach na budowie”, firmę która świadczy usługi w zakresie odbiorów technicznych mieszkań i domów od dewelopera oraz zajmuje się przeglądami domów z rynku wtórnego. Nazywa siebie żartobliwie „budowlaną jednostką miary”, bo mierzy równe 150 cm wzrostu. Prywatnie jest miłośniczą kawy i podróży. Na dzień dzisiejszy ma za sobą podróż do 74 państw świata. Więcej informacji o Karolinie na jej stronie: wszpilkachnabudowie.pl

Karolino, dziękuję że zgodziłaś się na rozmowę. Na początek zapytam – skąd w Twoim życiu pojawił się pomysł, by iść w kierunku budownictwa?

Karolina Malicka: Tak naprawdę wszystko zaczęło się od architektury wnętrz. Gdy miałam jakieś 14 lat, zaczęło się spełniać moje marzenia o posiadaniu własnego pokoju. Razem z bratem aranżowaliśmy wtedy pomieszczenia w naszym rodzinnym domu. Pamiętam jak kupowałam w tym czasie różne czasopisma wnętrzarskie. To był czas, kiedy zastanawiałam się też nad wyborem szkoły średniej. Myślałam o liceum plastycznym, jednak z racji że pochodzę z małej miejscowości, to nie miałam możliwości szkolić się w rysunku technicznym. Ostatecznie poszłam na mat-inf i po prostu potem aplikowałam na budownictwo. Poza tym mój dziadek, który ze mną mieszkał, był majstrem na budowie.

A miałaś okazję widzieć dziadka przy pracach budowlanych?

K.M.: Pod moim domem zawsze była betoniarka i unosił się zapach betonu. Dziadek w pobliżu naszego domu budował dwa garaże. Dzięki temu bardzo wcześnie wiedziałam o co chodzi w procesie budowy: dlaczego robi się szalunki, do czego służy kielnia, kiedy trzeba zamówić piasek, worki cementu… Widziałam dziadka przy drobnych pracach budowlanych. Dziadek pokazał mi też różne kosztorysy, rysunki, nawet stare projekty naszego domu. Tak, byłam zainspirowana dziadkiem.

Wspaniale mieć obok siebie kogoś, kto już od najmłodszych lat wprowadza nas w tajniki branży. A jak wspominasz czas studiów? Czy byłaś czymś rozczarowana?

K.M.: Byłam rozczarowana tym, że uczymy się tylu niepotrzebnych przedmiotów. Czułam całym moim ciałem, że część przedmiotów nie będzie mi w życiu do czegokolwiek potrzebna. Potwierdziło się to później w pracy zawodowej. Bardzo szybko, bo już na drugim roku studiów, byłam na praktykach na dużym kontrakcie. Widziałam jak wygląda branża, że budowa to nie wszystko, że ważne są rozliczenia, cały aspekt związany z BHP. Poza tym byłam rozczarowana tym, że limituje nam się czas na kolokwiach, a tak naprawdę jak projektant chce coś sprawdzić, to ma na to więcej czasu. Ja generalnie studia lubiłam. Jedne przedmioty lubiłam mniej inne bardziej.

Jaką osobą była Karolina wchodząca w branżę budowlaną? Czy bardzo różniła się od osoby, którą jesteś dzisiaj?

K.M.: Temperament jeszcze bardziej mi się doszlifował, bo ja temperamentem mega odpowiadam do tej branży. Myślę, że byłam troszkę mniej pewna siebie. Natomiast patrząc wstecz – mój charakter się jeszcze bardziej zaostrzył. Do tej pory nie mam oporów, by zadawać pytania, gdy czegoś nie wiem. Jak widzę nową technologię, to zapytam: a co to takiego? Tak samo nie miałam oporów, by pytać kierownika budowy o różne rozwiązania, gdy byłam stażystką. Co jeszcze? Dzisiaj zdecydowanie bardziej pilnuję się bycia w terminach, niż było to w czasie studiów.

O tak, praca w zawodzie zdecydowanie uczy terminowości. Co spowodowało, że zdecydowałaś się na prowadzenie własnej działalności?

K.M.: Na poprzednich kontraktach miałam bardzo specyficznych szefów, za co jestem wdzięczna, bo teraz zawdzięczam im to kim jestem. Ja mam takie predyspozycje charakteru, że to ja powinnam być swoim szefem albo zarządzać innymi ludźmi. Zresztą na kontraktach miałam pod sobą zespół, co się nie wszystkim podobało, szczególnie mężczyznom w wieku 60 lat – musiałam ich upominać, nakazywać, kontrolować. Fakt, chciałam sama sobie być szefem, jednak była ogromna obawa czy będę mieć zlecenia.

Czy W szpilkach na budowie to Twój pierwszy własny biznes?

K.M.: Tak, ale 30% mojej działalności zaczęłam na tym, że byłam na kontrakcie B2B, więc z jednej strony mogłam już się poczuć jak przedsiębiorca, ale jednocześnie czułam się jeszcze trochę jak na etacie. M.in. argumentem, za tym że przeszłam na swoje – były nadgodziny. Stwierdziłam, że jak mam robić nadgodziny, to będę je robić dla siebie, na własnych warunkach. Kiedy byłam na kontrakcie na Balicach to mogłam zająć się powoli odbiorami mieszkań. To było wtedy około sześć inspekcji na miesiąc. To było dorabianie. Aż przyszedł moment, że byłam na tyle znana, że nie musiałam być na etatach. Ten suwak przesuwałam powoli. I myślę, że tak trzeba.

Ok, ale skąd w ogóle pojawił się pomysł na odbiory mieszkań?

K.M.: W mojej pierwszej „dużej” pracy, to była praca przy budowie biurowca, poznałam koleżankę – dwa lata ode mnie starszą. Ona opowiedziała mi wprost o pensjach, jakie miała dotychczas doświadczenia. Po tamtej budowie nasz kontakt się urwał, jednak po jakimś czasie nasze drogi znów się zbiegły. Dla mnie te nasze rozmowy były dużym cennym darem. Nieraz opowiadała mi, że była na odbiorze czyjegoś mieszkania i to od niej dowiedziałam się, że jest taka „fucha”. Ostatecznie moja koleżanka nie poszła w tym kierunku, nie założyła własnego biznesu, ale za to bardzo mnie zainspirowała.

Czyli można ją określić jako Twoją mentorkę?

K.M.: Mogę tak powiedzieć, że przez bardzo długi czas była moją mentorką. We wszystkich rzeczach: począwszy od rozmów kwalifikacyjnych, jak je przejść, aż po to jak sobie radzić na budowie.

Wracając do W szpilkach na budowie. Zatrudniasz kogoś?

K.M.: Korzystam z wirtualnego sekretariatu. Odbierają moje telefony. Do tej pory odbiory zawsze wykonywaliśmy we dwie osoby: wcześniej ja i mój poprzedni wspólnik, a teraz po prostu moim wspólnikiem jest mój partner życiowy. Czasem z moim wcześniejszym wspólnikiem zatrudnialiśmy na zasadzie B2B inspektorkę, która pomagała w inspekcjach, bo było tyle zleceń, że mogliśmy dublować zespoły. Ja na ten moment nie chcę dublować zespołów. Staram się delegować zadania. Jest to dla mnie trudne, ale myślę, że zachowuję work-life balance. W pewnym momencie miałam też praktykantkę. Bo na duże metraże przydaje się też trzecia osoba.

Dużo praktykantek zawitało do Ciebie?

K.M.: Niedużo, 3 osoby.

Skąd pomysł na nazwę marki osobistej W szpilkach na budowie?

K.M.: Wyrażenie „w szpilkach na budowie” pojawiło się w postaci pierwszych hashtagów jeszcze jak działałam z pierwszym wspólnikiem. W międzyczasie, nie wiedząc czy nasze drogi się rozejdą, zaczęłam tworzyć własną markę osobistą. Zaczęłam wrzucać do sieci #wszpilkachnabudowie. Kiedyś poszłam nadzorować pewien remont, akurat byłam w takich elegantszych butach i zrobiłam sobie zdjęcie przy narzędziach. Wrzuciłam je na Instagram. Wtedy mój profil nazywał się całkiem inaczej, ale stwierdziłam: dobra, nazwę sobie mój profil na Instagramie „W szpilkach na budowie”. Mocno czułam, że chcę mieć coś własnego, rozpoznawalnego.

Jak poznałaś swojego wcześniejszego wspólnika?

K.M.: Kiedy otworzyłam swoją działalność, to zaczęłam chodzić na śniadania biznesowe. I miałam fart – jak mówię: życie mnie prowadzi. Siadł na przeciwko mnie facet z kamerą termowizyjną, powiedział swoje i odezwał się do mnie po tygodniu, że ma odbiór mieszkania i potrzebuje inspektora z uprawnieniami. A potem działaliśmy w konsorcjum. To on nauczył mnie termowizji. Kamera jest fenomenalnym narzędziem, by pokazać gdzie są wycieki.

Badanie termowizją W szpilkach na budowie
W szpilkach na budowie podczas swoich inspekcji korzysta m.in. z kamery termowizyjnej. Zdj. Archiwum prywatne Karolina Malicka

Zaciekawiły mnie śniadania biznesowe, o których wspomniałaś. Możesz coś więcej o nich opowiedzieć? Czy jeszcze chodzisz na takie śniadania biznesowe?

K.M.: Na początku to ja musiałam przełamać mój lęk, czy na takie spotkania biznesowe w ogóle chodzą kobiety?! Pamiętam, nawet przed pierwszym spotkaniem oglądałam spot reklamowy, żeby się upewnić. Na śniadania biznesowe zaczęłam chodzić w styczniu 2016 roku, a skończyłam w sierpniu 2016 r., bo tak mi się biznes rozkręcił. Generalnie networking sprawił, że ja teraz za bardzo nie potrzebuję reklamy. Wiem, że raz na jakiś czas muszę chodzić na taki networking, żeby się przypomnieć. Moją zasadą było, że po takim śniadaniu dodawałam nowo poznane osoby w social mediach do znajomych. Obecnie bardziej robię networking na targach mieszkaniowych albo podczas specjalnych event’ów biznesowych.

Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w prowadzeniu własnej firmy?

K.M.: Rozgraniczenie kiedy ja jeszcze pracuję, a kiedy mam już wolne. Mój gabinet jest w moi mieszkaniu. Mogę sobie zrobić wolne, kiedy nie mam flow do pisania marketingu albo raportów. Ale bardzo często jak oglądam jakiś film, to wtedy przygotowuję jakąś grafikę na komputerze, jednocześnie zerkając na film. Poza tym staram się nie pracować w weekendy.

A ja myślałam, że odpowiesz: Delegowanie pracy. W końcu jesteś znana ze swojego zawodowego perfekcjonizmu.

K.M.: Gdybym umiała rozgraniczyć czas, kiedy pracuję a kiedy nie, np. pracując tylko do godziny 17.00, to wtedy wiedziałabym, że reszta rzeczy jest do oddelegowania. Myślę, że to kolejny krążek łańcuszka. W życiu zawodowym pojawia się u mnie duży perfekcjonizm.

Czy miałaś momenty przełomowe, po których rozpoznawalność W szpilkach na budowie
mocno wzrosła?

K.M.: Na pewno po różnych live’ach, przyszło więcej osób na mój profil w social mediach. Z moich usług korzystało kilku znanych influencer’ów, czy też coach’ów ogólnopolskich. Niektórzy mówili o tym w social mediach, wtedy pojawiało się bardzo dużo nowych osób. Na wzrost mojego profilu składają się też targi. Z perspektywy czasu nie widzę takiego jednego momentu. Tych momentów było kilka na raz. To jest już machina, która się toczy.

Jakie są Twoje sposoby na deweloperów? Pewnie rozmowy przy odbiorach są trudne.

K.M.: Z większością muszę się użerać. Nieraz można być bardzo zaskoczonym, bo teoria, którą sobie zrobiłam nagle się „wykrzacza”: np. deweloper, który dotychczas zawsze był miły, zmieni zespół odbiorowy. Wtedy pojawiają się pytania: „a w czym to Pani przeszkadza?” albo odpowiedzi – „nie da się!”. Tak naprawdę to jak będzie na odbiorze zależy od tego jaki przykład idzie z góry. Na tym samym osiedlu, zależnie od tego jaki zespół odbiorowy się pojawi, może to być odbiór miły albo bezczelny. W jednym dniu jedna lista usterek jest akceptowalna, a w drugim dniu o każdą rzecz jest walka. My jako firma jesteśmy bardzo merytoryczni. Bardzo często odzywam się do nich jak prawnik, ale po budowlanemu. Ja mimo wszystko zalecam, żeby odbiory robiły osoby z uprawnieniami budowlanymi, bo takie osoby będą wiedziały jak się poruszać w normach. Ale faktycznie, nie ma takiego wymogu. Duża wiedza z norm pomaga mi prowadzić merytoryczną rozmowę.

Czy jest coś jeszcze co chciałabyś przekazać Czytelniczkom i Czytelnikom tego bloga?

K.M.: W budowaniu marki osobistej pomagają nasze unikatowe rzeczy, które nas wyróżniają. W takiej branży specjalistycznej jak nasza są to np. trzy kwestie techniczne, na których się znamy i dwie lub jedna rzecz, które są naszym hobby. Moim zdaniem nie warto odchodzić w tym wszystkim za daleko. Budować markę o jakość i konkret.

Czego Ci życzyć?

K.M.: Kolejnych Państw świata 🙂

I niech się spełni! Karolino, bardzo dziękuję za rozmowę.

K.M.: Ja również dziękuję.


Mam nadzieję, że udało mi się choć częściowo przekazać Wam klimat mojej rozmowy z Karoliną. Energia, jaką zostałam naładowana, po naszym online’owym spotkaniu – długo we mnie pozostała. Jestem przekonana, że o Karolinie usłyszymy jeszcze wiele razy i cały czas będzie nas zaskakiwać. A ja już wiem, że jak w przyszłości wrócę do nagrywania podcastów to obowiązkowo zaproszę Karolinę do kolejnej rozmowy.

A jeśli ciekawią Was historie innych inżynierek, działających aktywnie w sieci, to polecam moją rozmowę z Anną Żmudą, twórczynią kanału na YouTube Concretnie na budowie link do tekstu.

Wszystkiego dobrego!
E.



    SHARE